O zagrożeniach, jakie czyhają na zbiory warszawskich muzeów

- Beata Kęczkowska -
Gazeta Stołeczna, dodatek do Gazety Wyborczej z 21.03.2001


Dyrektor Muzeum Narodowego Ferdynand Ruszczyc spotka się dziś z radnymi Warszawy, by przedstawić roszczenia o zwrot dzieł sztuki, napływające do muzeum z innych miast kraju

Dyrektor Muzeum Narodowego Ferdynand Ruszczyc spotka się dziś w galerii sztuki średniowiecznej z radnymi Warszawy. Pokaże im dzieła, o które upominają się inne miasta. - Chcę zachęcić radnych, by zajęli stanowisko wobec żądań ich kolegów z Wrocławia. Nie wyobrażam sobie, by nie obchodziło ich Muzeum Narodowe działające w ich mieście - mówi dyrektor Ruszczyc. - Chcę skonsultować z radnymi stanowisko, to w końcu muzeum, które jest wizytówką miasta, częścią jego oferty turystycznej - wylicza.
Oddać - tak, tylko komu? "W muzeum od 1945 roku", "... od 1947 roku" takie adnotacje towarzyszą dziełom w galerii sztuki średniowiecznej - obrazom, ołtarzom, rzeźbom. Trafiły do Warszawy po wojnie, wcześniej znajdowały się w kościołach i muzeach na innych terenach. - Do kogo miałyby te rzeczy wrócić? - pyta dyrektor Muzeum Narodowego - Do przedwojennych niemieckich muzeów? Ich nie ma. Tymczasem do Warszawy napływają apele o zwrot konkretnych obiektów. Do Gdańska pojechały: ołtarz Boga Ojca z kościoła św. Katarzyny, figura Madonny z Bazyliki Mariackiej i ołtarz Apoteoza Marii z kościoła w Suchym Dębie. Trafiły do Muzeum Narodowego w Gdańsku jako depozyt muzeum warszawskiego. Ruszczyc wyjaśnia, że doszło do tego dzięki umowie między dyrekcjami, nie na skutek żądań. Zapowiada, że nie będzie im łatwo ulegał.

Te żądania muzeów, kościołów i miast dołączyły do pojawiających się od 1989 roku roszczeń prywatnych właścicieli. Tymczasem, gdyby muzeum oddało wszystkie dzieła, o które ktoś się upomina, to zbiory zmniejszyłyby się o 40 procent. - Ale nawet jeśli tak się stanie, przetrwamy, bo mamy dobre kolekcje. Chociaż niektórym galeriom - jak średniowiecznej - groziłoby zamknięcie - mówi Dorota Folga-Januszewska, wicedyrektor muzeum. Siłą stołecznych zbiorów jest kolekcja z Faras. Odkryte przez polskich archeologów ruiny kościoła pokryte malowidłami z VIII-XV w. są atrakcją, do której pielgrzymują turyści zagraniczni. Niepodważalną własnością muzeum jest też połowa zbiorów sztuki polskiej. Nieźle wypada kolekcja sztuki starożytnej: - Oddanie z niej np. waz gołuchowskich będzie wielkim uszczerbkiem, nieszczęściem edukacyjnym - zauważa dyrektor Folga-Januszewska.
Gorzej ze zbiorami malarstwa europejskiego pochodzącymi w znakomitej części z kolekcji prywatnych. Niejasne jest też pochodzenie części zbiorów rzemiosła.

Dostęp do zbiorów. Jednym z argumentów, które przytaczają przedstawiciele miast upominających się o zwrot dzieł, jest zarzut, że i tak są one przechowywane w piwnicach gmachu w Al. Jerozolimskich. Dorota Folga-Januszewska uważa, że to pomylenie pojęć. To względy konserwatorskie powodują, że nie wszystko można oglądać na co dzień. W warszawskim muzeum nie pokazuje się aż trzech czwartych zbiorów, ale każdy może je zobaczyć. - Jeśli poprosi, udostępniamy. Nie pokazujemy na co dzień, bo nie mamy warunków, nie robi tego żadne muzeum na świecie - mówi Dorota Folga-Januszewska.
Lwowskie dzieła w depozycie w Lublinie. W muzeum wskazują, że nie ma rzetelnego opracowania, które by pokazało, jaki procent zbiorów sztuki zniknął z Polski w latach 1939-47, a jaki procent dzieł pojawił się po wojnie. Z upoważnienia Ministerstwa Kultury muzeum rozsyła do ośrodków w kraju ankietę dotyczącą pochodzenia zbiorów. Ma ona pomóc w stworzeniu opracowania o sytuacji własności zbiorów w naszych muzeach. - Dopiero później będziemy się zastanawiać, jak poradzić sobie z problemem rewindykacji. My jesteśmy wierzchołkiem góry lodowej, dodajmy do tego 500 muzeów z Polski - zauważa dyrektor Ruszczyc. - Weźmy na przykład zbiory lwowskie, które trafiły do Wrocławia. Czy Wrocław ma je oddać do Lwowa? - pyta Dorota Folga-Januszewska.
- To zbyt proste. Dyrektor wrocławskiego muzeum czuje się spadkobiercą muzeum we Lwowie. Żąda od nas "Unii lubelskiej", która jest naszym depozytem w Lublinie od 1956 roku. To zagmatwane sprawy - dorzuca Ferdynand Ruszczyc.
- Sprawy rewindykacji łatwo wykorzystać w kampanii wyborczej. To może wywołać zamieszanie na skalę gorączki niespotykanej nawet w czasie przemieszczeń dzieł sztuki po wojnie - ostrzegają dyrektorzy muzeum.

Początki galerii sztuki średniowiecznej Muzeum Narodowego sięgają roku 1935, zainicjował ją prof. Michał Walicki kolekcją polskiej sztuki cechowej. II wojna spodowała stosunkowo niewielkie starty w zbiorach. Od 1945 roku do galerii zaczęły napływać dzieła odkryte, uratowane przed zniszczeniem i rabunkiem z terenów Pomorza i ¦ląska. Przywozili je do Warszawy prof. Michał Walicki i prof. Stanisław Lorentz. Część zbiorów udostępniono zwiedzającym w 1947 roku, obecną ekspozycję stworzył dr Tadeusz Dobrzeniecki. Od 1990 roku galeria nosi imię Stefana Kardynała Wyszyńskiego.

Beata Kęczkowska - Gazeta Stołeczna, dodatek do Gazety Wyborczej z 21.03.2001