BUW to jest nasz ostatni...

- Tomasz Urzykowski, Jerzy S. Majewski -
Gazeta Wyborcza - "Stołeczna", 19.05.2001 r.



- Trzymać w centrum Warszawy pusty budynek, bo się chce ocalić półki sprzed stu lat, to już gruba przesada - uważa rektor Uniwersytetu Warszawskiego Piotr Węgleński.
- Uniwersytet nie potrzebuje gmachu bibliotecznego... A kto ma potrzebować? Fabryka butów? - pyta dr Małgorzata Omilanowska z Instytutu Sztuki PAN, autorka książki o twórczości projektanta uniwersyteckiego gmachu Stefana Szyllera


Rozmowa z Piotem Węgleńskim

"Gazeta Stołeczna": Czy szanuje Pan polskie prawo?
Prof. dr hab. Piotr Węgleński, rektor Uniwersytetu Warszawskiego: - Oczywiście.
To dlaczego grozi Pan jego złamaniem? Podczas wtorkowej konferencji prasowej oświadczył Pan, że wysadzi w powietrze stalową konstrukcję z części magazynowej starego BUW-u, która wraz z całym gmachem chroniona jest wpisem do rejestru zabytków.
- Ależ to był tylko żart. Założyłem się z kolegą o butelkę wina, że prasa ten żart potraktuje poważnie.
Jednak nazwanie przeciwników przebudowy biblioteki "oszołomami" to już chyba nie żart? Czy właśnie tak Pan o nich myśli?
- Tak, ponieważ nie docierają do nich żadne racjonalne argumenty. To są ludzie głusi na racje drugiej strony. Chcą zatrzymać czas. Pragną, by BUW zmienił się w martwy budynek. A ja na to nie mogę pozwolić.
Jakie są zatem racjonalne argumenty za przebudową Biblioteki?
- Stoimy przed alternatywą, czy część magazynowa budynku ma być pusta i niszczeć, stanowiąc tylko obciążenie finansowe dla Uniwersytetu, czy też zostać przekształcona. Aby to jednak nastąpiło, konieczne jest zlikwidowanie konstrukcji magazynowej, czyli tzw. rusztu. Chciałbym, by zaplecze gmachu, mieszczące niegdyś magazyn książek, normalnie funkcjonowało. Można tam urządzić jedynie audytoria. Sale dydaktyczne są nam najbardziej potrzebne. Wykłady na wielu wydziałach odbywają się w tragicznych warunkach.
Czy zna Pan wartość starego BUW-u? Co dla Pana jest najcenniejsze w tym gmachu?
- Jestem bardzo przywiązany do tego budynku. Moi przodkowie budowali Uniwersytet. Według mnie najcenniejsza jest zewnętrzna sylwetka BUW-u. Będzie całkowicie zachowana i odrestaurowana. Po remoncie zamierzamy ją nocami podświetlać.
Ale przecież projekt przebudowy gmachu autorstwa prof. Marka Budzyńskiego, który niedawno wygrał konkurs architektoniczny, przewiduje pewne zmiany tej bryły...
- Gdyby miał być realizowany ten projekt, będziemy naciskać na architekta, żeby dokonał w nim korekt. Przedmiotem negocjacji na pewno będzie zaproponowany szklany dach. Chcemy też zachować klatkę schodową, której usunięcie przewiduje Budzyński. Jest też problem z przeznaczonymi do wycięcia filarami na parterze budynku. Jeśli wojewódzki konserwator zabytków uzna, że trzeba je zachować, przyjmiemy jego racje. Proszę panów, my stawiamy projektantom przebudowy bardzo wysokie wymagania. Nie mogą naruszyć tego, co ludziom kojarzy się z tym budynkiem, poza kupą żelastwa w magazynie, którą ktoś uważa za zabytek.
Historycy sztuki i znawcy techniki twierdzą, że to unikatowa konstrukcja, którą trzeba chronić.
- To niech ją dyrektor Muzeum Techniki sobie zabierze.
Skoro Uniwersytet narzeka na ciasnotę, czemu stary BUW od dwóch lat stoi pusty i niszczeje? W jego frontowej części są przecież przestronne pomieszczenia nadające się na sale dydaktyczne.
- A czy państwo byliście w środku? Tam się wszystko sypie. Dopóki nie zapadnie decyzja o sposobie przebudowy gmachu, nie będziemy tam niczego remontować. Nie zamierzamy wyrzucać pieniędzy na doraźne remonty.
Przez wiele lat pracownicy bibliotek wydziałowych z kampusu uniwersyteckiego przy Krakowskim Przedmieściu byli przekonani, że po wyprowadzeniu zbiorów do nowego BUW-u przeniosą się do opuszczonego starego gmachu. Dlaczego władze uczelni tego dziś nie chcą?
- Przesądziła ekspertyza pożarnicza. Według strażaków w razie pożaru magazyn starego BUW-u zmieni się w autentyczny ruszt, na którym wszystko się spali. Strach pomyśleć, co by było, gdyby znajdowali się tam wtedy ludzie. Poza tym, kiedy za 70 mln dol. zbudowaliśmy na Powiślu nowy BUW, zależało nam, żeby wszystkie biblioteki do niego się przeprowadziły. Ale wydziały stawiały opór, chciały utrzymać podręczne księgozbiory na miejscu. Bały się, że ich zbiory rozpłyną się w masie książek BUW-u. Nawet gdyby w starym BUW-wie można było trzymać książki, wydziały urządziłyby w nim sobie osobne biblioteki z własnymi bibliotekarzami. A to nie byłoby rozwiązanie ekonomiczne.
Wydaje nam się, że powoływanie się na opinię strażaków jest argumentem nieco naciąganym. Wiele warszawskich zabytków nie spełnia współczesnych norm przeciwpożarowych. Dotyczy to chociażby Teatru Stanisławowskiego w Łazienkach. Czy on też powinien być przebudowany?
- Tam przedstawienia odbywają się sporadycznie. Tamta budowla jest dużo cenniejsza, starsza i bez porównania piękniejsza niż BUW. Ruszt w naszej bibliotece to tylko ciekawostka. Nie mam nic przeciwko zachowaniu jego fragmentu. Ale żeby trzymać w centrum Warszawy pusty budynek, bo się chce ocalić półki sprzed stu lat, to już gruba przesada.
Słyszeliśmy propozycje przeciwników przebudowy BUW-u, by poprzegradzać ruszt taflami szkła żaroodpornego. Zabytkowe biblioteki z takimi rusztami istnieją przecież w Paryżu i Londynie. Czy władze Uniwersytetu dowiadywały się, jak tam udało się ocalić zabytkowe konstrukcje?
- Ruszt ze szkłem żaroodpornym? To byłoby zbyt skomplikowane przedsięwzięcie. A jak sobie z tym problemem poradziły biblioteki w Paryżu i Londynie? Przyznam się, że nie wiem.
A jak się Panu podoba pomysł prof. Budzyńskiego wystawienia rusztu na dziedziniec Uniwersytetu?
- Nie jest to najlepszy pomysł. Ideologia, którą architekt dorabia do wymowy rusztu, zupełnie mnie nie przekonuje. Ta konstrukcja wyciągnięta na zewnątrz zakłóciłaby przestrzeń dziedzińca.
Co będzie, jeśli prof. Budzyński nie zechce zrezygnować ze swoich pomysłów?
- Wówczas wybierzemy inny projekt. Możemy zrealizować każdą z trzech koncepcji, które zajęły pierwsze miejsca w konkursie. Istnieje też możliwość rozpisania kolejnego konkursu.
Wie Pan, że generalny konserwator zabytków negatywnie ocenia przebudowę biblioteki, a wojewódzki przygotowuje wytyczne konserwatorskie, które, być może, nie dopuszczą do tak daleko idących przekształceń?
- Tak? W takim razie będę musiał spotkać się z generalnym konserwatorem. Będę dążył do stworzenia silnego lobby za przebudową i mam nadzieję, że przekonam konserwatora do naszej wizji.
Czy możliwe jest podjęcie rzeczowej dyskusji z obrońcami BUW-u. Podczas poniedziałkowej dyskusji Robert Rzesoś z Fundacji Uniwersytetu Warszawskiego powiedział im, żeby nie pouczali uczelni. Chyba nie tędy droga...
- Próbowaliśmy negocjować, ale nie jest to łatwe, bo w takie sprawy jak obrona rusztu angażują się zawsze fanatycy.
Ależ wśród tych "fanatyków" są znani i szanowani profesorowie. A na dodatek część środowiska architektów krytykuje konkurs na projekt przebudowy BUW-u. Zarzuca organizatorom jego złe przygotowanie, a jurorom - odstępstwa od przyjętych zasad.
- Krytykują głównie architekci, którzy ten konkurs przegrali.
Przeciwnicy przebudowy podnoszą ważną kwestię: jeśli Uniwersytetowi uda się zrealizować plany, będzie to precedens. Właściciele innych zabytkowych budynków też będą chcieli je przebudowywać, powołując się na przykład biblioteki.
- No i co z tego? Każdy projekt jest do negocjacji. Gdy stawiano szklaną piramidę na dziedzińcu Luwru, też były spory i dyskusje. A teraz obiekt doskonale służy ludziom.
Czy taką piramidę wyobraża sobie Pan na dziedzińcu Wawelu?
- Nie. Jestem strasznie konserwatywny (śmiech).
Społecznicy chcą nagłośnić sprawę przebudowy BUW-u za granicą. Zamierzają pokazać, że elita intelektualna kraju niszczy jeden z nielicznych ocalałych w Warszawie zabytków. Nie obawia się Pan kompromitacji Uniwersytetu?
- Byłaby to wyłącznie kompromitacja społeczników.


Rozmowa z Małgorzatą Omilanowską

"Gazeta Stołeczna": Jest Pani oszołomem?
Dr Małgorzata Omilanowska, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk, autorka książki o twórczości projektanta BUW-u Stefana Szyllera: - Nie sadzę. Nikt mnie jeszcze tak nigdy nie określił.
Tak nazwał obrońców BUW-u rektor Uniwersytetu Warszawskiego.
- No cóż, Jego Magnificencja ma prawo mieć swoje zdanie o mnie, nawet jeśli nie zamienił ze mną w życiu ani słowa. Bądź co bądź to jego uczelnia przyznała mi tytuł magisterski, a następnie doktorski.
Dlaczego broni Pani bezużytecznej dziś konstrukcji, którą władze Uniwersytetu nazywają kupą żelastwa?
- Czy jest ona bezużyteczna, to kwestia dyskusji, a ja bronię nie tylko owej kupy, ale także innych elementów wnętrza, które mają ulec zniszczeniu.
Dlaczego Pani zdaniem warto bronić BUW-u takiego, jakim jest?
- To jest niewłaściwie postawione pytanie. Nie chodzi o to, czy warto, ale o to, że należy. Ten budynek to autentyk, nietknięty przez wojnę, poddany w swych dziejach jedynie drobnym przeróbkom. Warszawa ma takich obiektów kilka, a tej rangi co BUW właściwie już nie istnieją.
Co Pani zdaniem jest w budynku starego BUW-u najcenniejsze?
- Wszystko.
Spytamy inaczej: dzięki którym elementom BUW jest obiektem niezwykłym?
- Przede wszystkim dzięki zachowanemu magazynowi i konstrukcji oświetlenia górnego czytelni głównej. Cenne są: układ pomieszczeń, także parteru, klatka schodowa, konstrukcja żeliwna klatki gospodarczej z windą, stolarka drzwiowa, galeryjka wokół głównej sali, a nawet autentyczne kafle na posadzce.
A słynny ruszt?
- Ruszt, czyli otwarty magazyn, wsparty na żelaznej konstrukcji jest wymysłem z połowy XIX w. Zastosowano go w Bibliotece Narodowej w Londynie i zaraz potem w Paryżu. W drugiej połowie XIX w. pojawił się w wielu bibliotekach. Żadna z nich nie spłonęła. A ta w Greifswaldzie przetrwała nawet bombardowania. Konstrukcja magazynu, chwiejąc się, wybiła dziury w ścianach, ale nie zawaliła się. Ruszt w BUW-ie jest tym cenniejszy, że jedyny w Polsce.
Władze Uniwersytetu uważają, że lepiej zachować historyczne opakowanie budynku, decydując się na likwidację konstrukcji magazynu, niż pozwolić na powolne zawalenie się nieużytkowanego gmachu. Może lepiej zdecydować się na mniejsze zło?
- Ależ Jego Magnificencja zapomina, że zgodnie z ustawą jest zobowiązany do prawidłowego utrzymania posiadanego obiektu zabytkowego. Jeśli dopuści do jego zawalenia, to pójdzie pod sąd.
Uniwersytet Warszawski ma za mało sal wykładowych i pusty budynek po wyprowadzonej dwa lata temu bibliotece. Tymczasem przeciwnicy przebudowy BUW-u protestują przeciw zmianie jego funkcji na obiekt dydaktyczny...
- Nikt nie twierdzi, że posiadanie obiektu zabytkowego to przyjemność i korzyść. Niestety, to ciężki obowiązek. Uniwersytet za mniejsze pieniądze może postawić na Powiślu dowolnej wielkości budynek audytoryjny, nie niszcząc chronionego prawem zabytku.
Uniwersytet argumentuje, że żaden strażak nie zgodzi się na powrót książek do BUW-u - pokazuje ekspertyzę Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Co Pani na to?
- Na świecie istnieją technologie pozwalające na zabezpieczenie tego typu konstrukcji przed pożarem. Chroni się takie rzeczy płytami żaroodpornych przezroczystych mas. Jeśli pracownicy naukowi SGSP ich nie znają, to mogę tylko wyrazić ubolewanie.
A jak Pani ocenia nagrodzony projekt Marka Budzyńskiego?
- Budzyński jest architektem o wyjątkowej osobowości artystycznej i niesłychanym indywidualizmie podejścia do tematu, co akurat jest jak najgorszą rekomendacją do projektowania przebudowy obiektu zabytkowego. W projekcie jest tylko on, a Stefan Szyller już przestał być ważny.
Czy społecznicy widzą alternatywny program wykorzystania lub modernizacji BUW-u?
- To zadanie przede wszystkim społeczności uniwersyteckiej, ale, o ile wiem, nikogo tam o to nie pytano. Ten gmach powinien mieć dotychczasową funkcję, mieścić magazyn książek z bibliotek zakładów i wydziałów z kampusu przy Krakowskim Przedmieściu albo zbiorów specjalnych, np. zapisów elektronicznych. Rzecz w tym, że nikt takich możliwości nie rozpatrywał. Od razu zdecydowano, co jest najlepszym ekonomicznie rozwiązaniem dla Uniwersytetu, lecz niestety, nie dla starego BUW-u.
A jeżeli Uniwersytet nie chce tam biblioteki, tylko audytoria? Społecznicy będą narzucać mu, co ma ulokować w swoim budynku?
- Nie społecznicy. Prawo! Ten gmach jest na liście zabytków i nie ma uzasadnionego powodu, aby zmieniać jego funkcje. To nie Hamburger Bahnhof w Berlinie czy dworzec d'Orsay w Paryżu, gdzie przestały przyjeżdżać pociągi.
Co się stanie, gdy uczelnia postawi na swoim i będzie forsowała jeden z projektów przebudowy albo zamknie gmach na kłódkę i przestanie się nim interesować?
- Rektor Uniwersytetu jest jedną z bardziej wpływowych osób w Warszawie. Tak jak udało mu się wpłynąć na konserwatora wojewódzkiego, żeby otrzymać zgodę na wstępne warunki przebudowy, tak i nadal będzie wywierać naciski. Ale to działanie wbrew prawu. A gmachu zamknąć na kłódkę i patrzeć na jego degradację nie może, bo na to znów nie pozwala mu prawo.
Prawo prawem, ale kto rektora zmusi do wykładania pieniędzy na remont budynku, którego uczelnia nie potrzebuje.
- Prokurator.
Czy możliwy jest jakiś kompromis społeczników z władzami uniwersyteckimi? Na jakie ustępstwa mogą państwo pójść w sprawie BUW-u?
- Trudno mówić o kompromisie, gdy ze strony Uniwersytetu nie ma woli do jakiejkolwiek dyskusji. Zorganizowano konkurs architektoniczny na podstawie źle napisanych wytycznych, a teraz władze uczelni nazywają oszołomem każdego, kto zabiera głos. Trzeba szukać alternatywnych rozwiązań, tylko że władze uczelni w ogóle je wykluczają.
Mówi Pani o alternatywnych rozwiązaniach. Czy dopuszcza Pani usunięcie choćby części rusztu?
- Uwielbiam argument - albo kompromis, albo zabytek zniszczeje. To bzdura, bo przecież proponowana przebudowa i tak go już zniszczy. Po co zostawiać część rusztu? Jako co, "świadka historii"? A co w drugiej części magazynu, tej bez rusztu? Po przebudowie proponowanej przez rektora stary BUW po prostu przestanie istnieć. Będzie "buwopodobną" makietą, jakich mamy w Warszawie wiele. Niestety, ponieważ jest ich dużo, warszawiacy zaczynają powoli uważać, że zabytek to takie coś, co ma ładną fasadę z bździdełkami i kolumnami, jak np. Pałac Jabłonowskich.
W takim razie na jakie ustępstwa by Pani poszła?
- Na niezbędne zmiany potrzebne do zachowania funkcji gmachu - wyjścia ewakuacyjne, zabezpieczenia przeciwpożarowe itp. Upieram się jednak przy zachowaniu dotychczasowej funkcji budynku. Ten obiekt jest bardzo przemyślnie zaprojektowany. Źle go wspominają pracownicy, bo w ostatnich latach był niemiłosiernie przeładowany, lecz on jest naprawdę nieźle pomyślany. Na pewno można w nim też umieścić rodzaj centrum informatycznego, przynajmniej w części czytelnianej.
Ostrzega Pani, że przebudowa BUW-u stanie się sygnałem dla innych inwestorów i już żadnego zabytku nie da się uchronić przed przekształceniami.
- Jestem pewna, że tak będzie. Proszę posłuchać zdania: "Uniwersytet nie potrzebuje gmachu bibliotecznego". Czy to nie brzmi jak herezja? A kto ma potrzebować? Fabryka butów?

Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski